Biznes za granicą

Umarła optymalizacja, niech żyje optymalizacja. Jakie są obecnie korzyści z wyjścia poza Polskę?

Telefony w których słyszę zapytanie: „Chcę przenieść firmę za granicę żeby płacić mniejsze podatki, co mi Pan poleca?” otrzymuje codziennie. W większości mamy jednak dla tych klientów złe wiadomości. Oto dlaczego nie mogę im pomóc:

Zasadą jest, że jeśli posiadamy polską rezydencję podatkową to z wszelkich dochodów zapłacimy PIT w Polsce. Jest to niezależne od tego w jakim zakątku świata znajduje się nasza firma. Rezydentem w Polsce jest osoba, która w Polsce mieszka co najmniej pół roku lub posiada tutaj centrum interesów życiowych (np. dom rodzinny).

Optymalizacja była wyjątkiem od tej zasady, pozwalająca zmniejszyć podatek PIT wykorzystując luki w umowach między państwami. Tak było np. z Cyprem do 2013 roku czy z Maltą. Aby optymalizacja była legalna, konieczne było uzyskanie interpretacji indywidualnej z Urzędu Skarbowego.

Moi przyjaciele z Cypru zwykli mówić, że Polacy mieli najbardziej preferencyjne zasady opodatkowania. Wystarczyło być dyrektorem tamtejszej spółki i podatek PIT spadał do zera. Od tego czasu jednak wiele się zmieniło. Pojawiły się dwa tajemnicze skróty: GAAR i CFC. GAAR to klauzula obejścia prawa podatkowego uniemożliwiająca takie działania, które choć legalne, zmierzają wyłącznie do obniżenia podatku bez realnego celu biznesowego. Natomiast CFC to zagraniczna spółka kontrolowana, w której rezydent polski ma określoną liczbę udziałów lub kontrolę. Jeśli taka spółka jest pasywna to może być obciążona podatkiem dochodowym w Polsce.

Obie klauzule zatkały większość najprostszych optymalizacji podatku PIT. Dodatkowo coraz trudniej jest uzyskać urzędową interpretację potwierdzającą legalność danego schematu. Tanie interpretacje zastąpiono bowiem drogimi opiniami zabezpieczającymi.

Mimo tego paradoksalnie ilość otwieranych za granicą firm rośnie i opłaca się bardziej niż kiedykolwiek. Dlaczego?

Polskie firmy stają się globalne, tworzą dojrzałe struktury na wzór tych zachodnioeuropejskich. Ich właściciele rozmawiają ze swoimi partnerami z Zachodu. Dzięki tego dostrzegają inne zalety zagranicznych wehikułów, które oni znają od lat. Co to za korzyści?

  1. Pierwszy z nich to optymalizacja ryzyka. Klienci inwestują w ochronę majątku osobistego czy firmowego przenosząc go na zagraniczny podmiot czy konto, często anonimowe. To działa jak polisa ubezpieczeniowa. Żelazną zasadą jest bowiem oddzielenie majątku biznesowego od prywatnego i maksymalna ochrona tego drugiego. Dlaczego? Każdy biznes wiąże się z ryzykiem. Pandemia COVID-19 pokazała, że nawet stabilna firma może nagle utracić przychód, a właściciel stanąć przed wizją bankructwa. Do tego dochodzą nowe mechanizmy prawne w Polsce pozwalające na konfiskaty poza kontrolą sądu. To dobitnie uświadomiło klientom potrzebę ochrony ich majątku, przez co spółki czy fundacje zagraniczne stały się jeszcze bardziej pożądane. Wtedy ich osobisty majątek wynosi 0. Ewentualna porażka biznesowa przestaje spędzać sen z oczu. To samo dotyczy np. majątku najlepiej opłacanych menedżerów. W efekcie dochodzi do sytuacji jak wtedy, gdy komornik nie znalazł na polskich kontach młodej miliarderki 8 tyś złotych na pokrycie kosztów przegranego przez nią procesu.
  2. Inny częsty powód to wejście na zagraniczny rynek, który jest lukratywny, ale hermetyczny. Takie rynki, choć formalnie otwarte, są często zwyczajnie praktycznie niedostępne dla polskiego podmiotu. Tak jest np. w USA gdzie mamy zupełnie inny system bankowy i prawny. W Niemczech czy Francji w branży TSL polskim firmom utrudnia się działanie. Natomiast założenie niemieckiej spółki przez polskich udziałowców zwraca się już przy kilku mandatach za kabotaż. Pozwala to także na ominięcie unijnych przepisów z pakietu mobilności oraz ograniczenia delegowania pracowników.
  3. Mamy też wielu klientów z branży IT zarabiających przez strony internetowe – oni mogą operować z dowolnego miejsca na świecie, często omijając ryzyko czy ograniczenia narzucane przez polskie czy europejskie prawo. Taka spółka np. w UK czy USA będzie też zdecydowanie bardziej interesująca dla inwestora niż jej polski odpowiednik. Odbije się też to na jej wyższej wycenie.

Czy to oznacza, że optymalizacja podatkowa zniknęła? Nic podobnego. Zniknęły jej najprostsze formy. Upodobniła się po prostu do mechanizmów stosowanych od lat w rozwiniętych gospodarkach. Jakie to mechanizmy? Pierwszy z nich to po prostu zmiana rezydencji podatkowej i ucieczka spod władzy polskiego fiskusa. Choć tradycyjnie miejscem przeprowadzki było Monako, również Cypr, Malta czy nawet Portugalia wprowadziła korzystne przepisy dla nowych rezydentów. Procesu tego nie zatrzymał dziurawy exit tax.

Przykładowo: jeśli dobrze zarabiający informatyk chciałby zacząć programować pod palmami, może zmienić swoją rezydencję podatkową na Cypr spędzając tam jedynie 60 dni w roku i nie posiadając innej rezydencji. Wtedy prowadzona przez niego jednosobowa spółka LTD może zejść z podatkiem w ramach IP BOX do 2 %, a dywidenda dla udziałowca jest zwolniona od podatku. Oznacza to, że globalne opodatkowanie dochodu naszego informatyka wyniesie 2 %.

Drugi sposób to stworzenie tradycyjnej struktury, gdzie spółki operacyjne transferują zysk w górę drabiny do spółek holdingowych. Rolą takie spółki jest jedynie bycie udziałowcem w innych spółkach. Tworzy się je tradycyjnie w kraju oferującym takim spółkom szczególne warunki podatkowe tzn. zwolnienie z podatku zysków kapitałowych czy dochodu z IP. Beneficjent może potem pośredni korzystać ze środków takiej spółki np. reinwestując je w kolejne projekty.

Wszystkich zainteresowanych podobnymi rozwiązaniami zapraszam do kontaktu

Maciej Oniszczuk

Zobacz, również

Dodaj odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej z kategorii: Biznes za granicą